Kakao, dupa i LGBT

Kilka dni temu Facebook poinformował mnie, że znajoma skomentowała post na stronie poświęconej LGBQT. Nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie wyróżniony we wpisie cytat: „Tak, istnieje coś takiego, jak seks analny”. W pierwszej chwili byłem zaskoczony, a w następnej uznałem to za absurd.

Biorąc pod uwagę ludzką ciekawość i powszechny dostęp do informacji, trudno uwierzyć, by ktoś nie wiedział czym jest stosunek doodbytniczy. Poza tym w dyskursie brały udział wyłącznie osoby dorosłe, a przynajmniej pełnoletnie, które z pewnością posiadały już wyrobione zdanie na ten temat. Sam w tym względzie lubię powoływać się na słowa Romana Kostrzewskiego:

„Myślę, że mój stosunek do seksu analnego jest przyzwoity, poczciwy, a nawet ludzki.”

Uznałem, że na wszelki wypadek przeczytam cały wpis. Wyciąganie pochopnych wniosków nie jest dobrym pomysłem i być może chodzi o jakąś figurę retoryczną. W najgorszym przypadku uznam, że nabrałem się na jeden z clickbajtów, bez których współczesne media – niewolnicy swoich odbiorców – nie są w stanie funkcjonować.

W trakcie lektury szybko przekonałem się, że marnuję swój czas. Oto heteroseksualny jegomość spytał geja, w jaki sposób ten odbywa stosunek z partnerem. No cóż… Równie dobrze mógłby spytać, jak się siorbie kakao. Nie będę jednak brnął w dwuznaczne złośliwości, ponieważ sprawa jest banalnie prosta. Ktoś darł łacha z homoseksualisty, a ten uniósł się emocjami i dał się wciągnąć w bezsensowną wymianę zdań. Mimo to pomyślałem, że reagując na tego rodzaju (głupie) zaczepki, warto mieć na uwadze komu odpowiadamy.

Dupa

„Analna” pula znaczeniowa jest w Polsce (i nie tylko) bardzo rozbudowana i nie trzeba geniusza, by to zauważyć. Żyjemy przecież w społeczeństwie i społecznościach, w których ludzie nader często mają coś koło dupy, a wręcz w dupie. Niemal codziennie zachęcamy kogoś, albo sami jesteśmy zachęcani, by to i owo w nią wsadzić. Innym razem narzekamy, że ludziska mają czegoś w dupie za dużo, albo że kogoś w ów obiekt coś ugryzło.

Dla większego efektu zachowujemy się czasem jak wirus SARS-CoV-2 (oraz inne patogeny) i przełamujemy barierę człowiek-zwierzę. Nikogo już nie dziwią sformułowania typu: „Ta koszulka wygląda jak wyjęta psu z dupy!” W końcu wyjmowanie czegoś psu z gardła nie jest już tak dosadne, jak kiedyś. Biedne zwierzaki… A na tym przecież nie koniec. Nierzadko ktoś powie „w torbę jeża”, zaś innemu będzie mało, więc wróci do analnego tematu stwierdzając: „Noż w dupę jeża!” I to tylko dlatego, że coś wydało mu się „cienkie jak dupa węża”. Wydaje się zatem, że w kwestiach analnych nie mamy żadnych ograniczeń, a nasza wyobraźnia nie ustaje w poszukiwaniach. Jak zauważył swego czasu Ferdynand Kiepski:

„Bo są takie rzeczy, które się nawet fizjologom nie śniły”.

I miał rację. Co rusz obrabiamy komuś dupę, albo chcemy kogoś w nią kopnąć. Innym razem sugerujemy, by nas w nią cmoknąć lub proponujemy strzał „gołą dupą w pysk”. Oczywiście w odpowiedzi usłyszymy, że wyssaliśmy ten pomysł z tyłka (wspomniane wcześniej siorbanie kakao).
Podobnych przykładów jest znacznie więcej, łącznie z tym, że w innych często nazywamy dupkami, dupowłazami, czy jednostkami „dupowatymi”. Zbierając to wszystko razem, aż się prosi o przytoczenie słów Nadszyszkownika Kilkujadka (Jerzy Stuhr) z filmu Kingsajz:

„Zwiększyło się rozmiary i w dupach się poprzewracało!”

Ponadto nikogo nie trzeba dziś przekonywać, że analne klimaty w przestrzeni publicznej (również w social mediach) mogą być niebezpieczne. Jak zauważył Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju:

”Jak ktoś ma pecha, to i w dupie palec złamie.”

Wniosek z tego jest taki, że nie warto być złośliwym, a do tego ignorantem i… dupą. Szczególnie w odniesieniu do spraw oczywistych. Co więcej, w trakcie rozmów, dyskusji czy zaczepek dobrze jest mieć dystans do siebie i opisywanych przez siebie spraw. Dzięki temu, gdy ludzie próbują wziąć nas pod włos, z rozbrajającym uśmiechem będziemy mogli się powołać się na kolejny cytat z filmu Kingsajz:

„A z was to dupy, nie prowokatorzy”.

I już na sam koniec. Prawda jest taka, że niezależnie od tego kim jesteś, co zrobiłeś i co preferujesz – na koniec dnia i tak wszyscy mają cię… w dupie.