JABŁKO NEWTONA I PRAWO POWSZECHNEGO CIĄŻENIA

15 kwietnia 1726 roku Izaak Newton opowiedział swojemu biografowi historyjkę o spadającym jabłku, które natchnęło go do opisania prawa powszechnego ciążenia. Opowiastka ta szybko stanie się jedną z najczęściej powtarzanych anegdot w historii nauki.

newton, prawo powszechnego ciążeniaJej urok jest tym większy, że nie sposób stwierdzić, czy jest prawdziwa. Istnieje jednak wiele wątpliwości. Zwłaszcza, że Newton lubował się w opowiadaniu różnych, niejednokrotnie przerysowanych historyjek. Ponadto żadne źródła pisane nie zawierają konkretnej daty powstania jabłkowego scenariusza. Wiadomo jedynie, że w połowie kwietnie 1726 roku William Stukeley – przyjaciel i pierwszy biograf Newtona – rozmawiał z nim w londyńskiej Kensington. Usłyszał wówczas historię ilustrującą narodziny idei powszechnego ciążenia. Stukeley napisał potem:

„(…) Poszedł do ogrodu, gdzie pił herbatę w cieniu jednej z jabłoni. (…) Spowodowało to jabłko, które spadło, gdy siedział pogrążony w zadumie. Pomyślał sobie, dlaczego jabłko spada zawsze prosto na ziemię. Dlaczego nie poleci w bok albo w górę, tylko zawsze w kierunku centrum Ziemi (…)”.

Warto pamiętać, że pomysł Newtona nie stanowił prostego stwierdzenia, że przedmioty spadają w dół. Nie chodziło nawet o to, że czynią to same z siebie. Sednem jego myśli było wzajemne oddziaływanie dwóch mas – siła, która malała wraz z kwadratem odległości. Co więcej, była to ta sama siła, która sprawia, że Księżyc obiega Ziemię, a planety krążą wokół Słońca.
Potwierdzeniem tej tezy mogą być zapiski pochodzące z czasów, gdy Newton pełnił funkcję Kuratora Mennicy Królewskiej. John Conduitt – jego asystent, a jednocześnie mąż siostrzenicy – napisał:

„(…) W 1666 roku ponownie zrezygnował z pracy w Cambridge, z powodu choroby jego matki, w Lincolnshire. Kiedy siedział zadumany w ogrodzie przyszło mu na myśl, że siła grawitacji, która sprawia, że jabłka spadają, nie ogranicza się jedynie do pewnej odległości od Ziemi, ale musi sięgać znacznie dalej. Pytał sam siebie, dlaczego nie tak daleko, jak do Księżyca. A jeśli tak, to zapewne ma wpływ na jego ruch i być może utrzymuje go na orbicie (…)”.

Nie można jednak wykluczyć, że wielki uczony dodał do swojego dzieła nieco fantazji, a wręcz romantycznej nuty. Nie byłoby to nic nowego. Wielcy wynalazcy i uczeni nie raz pozwalali sobie na tego rodzaju upiększenia i smaczki. Pozostaje to jednak w sferze domysłów. Zwłaszcza, że do całej sprawy odniósł się również Voltaire, który w 1727 roku napisał, że Izaak Newton spacerował w swoim ogrodzie, kiedy po raz pierwszy nawiedziła go myśl o naturze ciążenia. Sprowokowana była widokiem jabłka spadającego z drzewa. Warto jednak zauważyć, że nikt – łącznie z Newtonem – nie wspominał o jabłku, które spadło mu na głowę. Złośliwi twierdzą, że takie zdarzenie skłoniłoby uczonego do rozważań nad „bolesnością bólu”, aniżeli do rozmyślań nad grawitacją.

W tym owocowym historical-fiction koniecznie należy uwzględnić jeszcze kilka liczb. Podczas wspomnianej już rozmowy ze Stukeleyem, Newton miał 83 lata i powoływał się na rzekome zdarzenia sprzed 60 lat. Z kolei sam Stukeley zamieścił te słowa w biografii uczonego, zatytułowanej Memoirs of Sir Isaac Newton’s Life, którą wydał w 1752 roku – 26 lat po spotkaniu w Kensington. Innymi słowy, od momentu rzekomej przygody z jabłkiem, do opublikowania opisującej jej historii upłynęło łącznie 86 lat! To dodatkowo komplikuje całą sprawę. Z jednej strony nic nie jest pewne, ale z drugiej trudno oczekiwać, by taka anegdota, czy nawet plotka Newtona na swój temat, miała jakieś racjonalne podstawy. Zwłaszcza, że sam zainteresowany nigdy wcześniej nie zarysował podobnego scenariusza. A przynajmniej nie ma na to żadnych dowodów.

Niestety, wątpliwości nie pomagają w rozstrzygnięciu jabłkowego zagadnienia. Prawdopodobnie już nigdy nie uda się jednoznacznie stwierdzić, jak było naprawdę. Być może z korzyścią dla samej nauki. Historia o wielkim uczonym, któremu owoc boleśnie zakłócił rozmyślania, pozostanie żywa i będzie inspirowała kolejne pokolenia. Tym bardziej, że wielu do dziś uważa Newtona za największą postać w historii nauki. Większą nawet od Alberta Einsteina.

Grafika: Obraz Godfreya Knellera z 1689 roku, przedstawiający Izaaka Newtona w wieku 46 lat.